Jerzy i Maciej Stuhrowie tak
długo spoglądali na mnie znacząco z szafki nocnej mojego Męża, że złamałam się
i po prostu musiałam sięgnąć po „Obywatela Stuhra”, wydany w formie książkowej wywiad-rzekę
Ewy Winnickiej. Sięgnęłam, choć nie widziałam jeszcze samego filmu – z
wyjściami do kina w aktualnej sytuacji rodzinnej jest u mnie bardzo ciężko. Nie
wiem w związku z tym, czy „Obywatela” warto obejrzeć, ale wiem na pewno, że
„Obywatela Stuhra” warto przeczytać.
Książka składa się z dwóch części.
Pierwsza część to przeprowadzone w błyskotliwy sposób wywiady. Druga część książki zawiera scenariusz do filmu „Obywatel”.
Tytuł „Obywatel Stuhr” stanowi
oczywiste nawiązanie do filmu, oprócz tego podsumowuje niejako tematykę obydwu
wywiadów, ukazujących obu artystów jako obywateli właśnie. Obywateli, ale
również ludzi z krwi i kości, wybitnych aktorów, ojca i syna. Ewa Winnicka nie
ucieka od stawiania pytań trudnych i być może niewygodnych, dlatego obydwa
wywiady czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem.
Bardziej podobał mi się wywiad z
Jerzym Stuhrem. W wywiadzie (pytany) opowiada on po trochu o wszystkim, o swoim
stosunku do polskości, o historii, której chcąc nie chcąc był częścią, o
studiach, o występach w kraju i zagranicą, o aktorstwie w ogóle, o środowisku
aktorskim, o rodzinie…. ale też wrednym sąsiedzie. Z tych opowieści wyłania się
obraz człowieka niezwykle wrażliwego, inteligentnego, który wiele w życiu
przeżył i doświadczył, z wieloma przemyśleniami dotyczącymi spraw życia i
śmierci. Stosunek do samego siebie: mocno ironiczny. Stosunek do rzeczywistości
(w tym do Polski o Polaków): mocno zdystansowany. Jerzy Stuhr z wdziękiem
przytacza liczne zabawne anegdoty o znanych ludziach, z którymi miał styczność
lub będących jego przyjaciółmi (o Krzysztofie Kieślowskim, Andrzeju Wajdzie). Bardzo
ciekawe są też fragmenty, gdzie wypowiada się o aktorstwie (jego definicja
aktorstwa: „umiejętność zapamiętywania u siebie i u innych pewnych stanów
nerwowych i odtwarzania ich na zamówienie”), przedstawiając od kuchni
przedstawia blaski i cienie tej profesji. Widzimy demiurga, który ma moc
porywania za sobą tłumów („Potrafiłby pan rozhuśtać tłum na placu? Tak! Spokojnie…..”).
Czuję się częścią tłumu porwanego przez słowa Jerzego Stuhra.
Wywiad z Maciejem Stuhrem ma jak
dla mnie nieco mniejszą siłę rażenia. Owszem, jest również wielowątkowy, bardzo
interesujący, zwłaszcza we fragmentach dotyczących procesu dojrzewania
twórczego Macieja Stuhra i jego drogi od kabaretu do zespołu teatralnego
Krzysztofa Warlikowskiego. Mimo wszystko wydaje się pozbawiony tego wigoru,
jakiejś kosmicznej energii płynącej ze słów jego ojca. Może to kwestia wieku, doświadczenia, ilości
udzielonych w życiu wywiadów, innej ekspresji, a może zestawienia ze sobą tak
podobnych a jednocześnie tak odmiennych osobowości.
Bardzo interesująca rzecz do
przeczytania. Szczere rozmowy o ważnych rzeczach z wartościowymi, ciekawymi
ludźmi. Spodziewałam się, że część nazwijmy to wywiadowcza będzie dłuższa, za
to ogólna ocena: 5/6.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz